Kolejny odcinek długiego serialu

Długa Wojna - Terry Pratchett,  Steven Baxter

O nowej serii Terry'ego Pratchetta mówiłem już w wideorecenzji, którą możesz oglądnąć klikając TUTAJ.

 

W skrócie:

 

W niedalekiej przysżłości, do sieci wyciekł schemat krokera - urządzenia pozwalającego przekraczać do wszechświatów równoległych. Mnóstwo osób buduje sobie takie urządzenie i przekracza - przed ludzkością otwiera się nieskończona droga równoległych światów - światów nieskażonych obecnością człowieka - bez maszyn, brudu, spalin. Czysta Ziemia - taka jaka była przed początkiem naszej destrukcyjnej działalności. 

 

Przed ludźmi otwiera się nowy rozdział. Każdy może mieć praktycznie całą planetę dla siebie! Ale - skoro tak, to czy na tych innych, równoległych ziemiach obowiązują jakieś prawa? Jeżeli tak to jakie? Czy prawo ustanowione na Ziemi podstawowej obowiązuje również we wszechświatach równoległych?

 

W tym momencie (naszej ogólnej wiedzy o tym świecie) kończy się pierwsza część, Długa Ziemia. Celowo nie mówię tutaj o fabule, gdyż jest ona tylko pretekstem. Jest tak znikoma i... nijaka, że dałoby się ją streścić w paru zdaniach. Jest jak kolejny odcinek długiego serialu: niby trwa półtorej godziny, ale w tym czasie fabuła posuwa się o 3 minuty. Ale to nie o fabułę w tych książkach chodzi.

 

Długa Wojna jest kolejną częścią serii, która według mnie nie jest do końca serią - ale bardzo rozbudowanym eksperymentem myślowym. Autorzy przyjmują jakieś założenie, po czym bawią się jego koncepcją, wymyślając coraz to nowe możliwości, nowe światy - a co najlepsze - światy całkiem prawdopodobne! W drugiej części dowiadujemy się jeszcze więcej o Długiej Ziemi - czyli nieskończonym (czy aby na pewno?) pasie wszechświatów równoległych. Poznajemy jego anomalie, osobliwości, wybryki.

 

Muszę przyznać, że ta część jest słabsza od poprzedniej. Dzieje się tu jeszcze mniej, a i koncepcja już nie jest tak świeża, tak nowa, by zachwycała. Nie zmienia to jednak faktu, że dalej jest to książka bardzo dobra.

 

Mimo wszystko, wolałbym jednak, żeby Terry Pratchett wrócił do pisania dalszych części Świata Dysku - bo w tym jest niekwestionowanym mistrzem. Rób to w czym jesteś najlepszy, Terry, a science fiction zostaw Baxterowi. Daj nam jeszcze poczytać o Vimesie, zamiast wymyślać co by było, gdyby dinozaury nie wymarły. Pozwól nam poznać dalsze wyczyny Moista - zamiast opowiadać o kolejnej podróży bezbarwnego Joshua'y. Szczególnie, że zegar tyka. 

 

Na zakończenie dodam jeszcze jedno: jak na Pratchetta ta książka jest przeciętna. Ale jednak w dalszym ciągu jest to Pratchett, co automatycznie winduje tą książkę do oceny bardzo dobrej.